Chwarszczany, 16 grudnia, imieniny obchodzą: Albin, Zdzisław
 
   
 
   
   
   
 Templariusze
   
   
 
 
 
27jeden_procent_szlak_templariuszy_opp.jpg

12facebuk_szlak.jpg

28facebuk_muzeum.jpg

25facebuk_kaplica.jpg


Artykuły o templariuszach
 
Templariusze uniewinnieni! Sensacyjne odkrycie w watykańskich archiwach           Templariusze: płomień niewinności           Legendy o templariuszach           Pogląd pewnego muzułmanina           Templariusze, assasyni i katarzy           Raymond Saguardia           Templariusze a katarzy           Barnim I i templariusze           Templariusze (znowu) są wśród nas          

    We wtorek 9 listopada włoskie agencje prasowe poinformowały o odnalezieniu w Watykanie poszukiwanego od kilkuset lat (?!) protokołu z wyrokiem uniewinniającym templariuszy wydanym przez Klemensa V latem 1308 roku. Niejaka Barbara Frale1 odkryła pokaźnych rozmiarów dokument, z którego treści wynika, iż papież oczyszcza czy wręcz uniewinnia wielkiego mistrza Jaquesa de Molay i jego towarzyszy z zarzutu herezji. Prasa przytacza już ponoć pierwsze wypowiedzi historyków, którzy pochwalają Klemensa za odwagę i próbę podjęcia samodzielnej decyzji w tej drastycznej, politycznej (?) sprawie. Tak naprawdę, to ta "sensacja prasowa" trąci nieco stęchlizną. Jest koniec roku 2004, a dr Frale odkryła dokument 13 września 2001 roku! I znowu, jak od wieków ktoś usiłuje wywołać sensację, bo sprawa dotyczy templariuszy, a ci bez sensacji i tajemnicy tracą przecież swój urok i sens.

    Ja raczej sceptycznie podejdę do tej sensacji i analizując opracowania dziejów zakonu zobaczę, co robi Klemens V latem 1308 roku.

    Marion Melville2 dość szczegółowo omawia okres od 29 maja do 24 sierpnia 1308 roku. W tym czasie da się wyraźnie zauważyć wahania papieża i determinację Filipa i jego legistów. Do prawdziwej próby sił pomiędzy nimi doszło podczas publicznych obrad zgromadzenia kardynałów. Guillaume de Plaisians wykrzyczał tam w imieniu króla jadowitą mowę ułożoną wcześniej wespół z Guillaume de Nogaret, kończąc ją brutalnie bezczelnymi słowy: "Przeto Ojcze Święty, ponieważ król, baronowie i cały lud w królestwie żądają, aby ta sprawa została szybko zakończona, raczcie załatwić ją jak najszybciej. Inaczej będziemy zmuszeni przemówić do Was innym językiem!" Klemens spokojnie odpowiedział, że po zbadaniu sprawy osądzi ją "bez zwłoki, lecz również bez pośpiechu i w sposób godny Kościoła". Były to ostatnie chwile nadziei na ocalenie zakonu. Być może, że właśnie teraz papież przygotował dokument uniewinniający templariuszy spod zarzutu herezji, aby w odpowiednim momencie wyciągnąć go z rękawa. Pod koniec Czerwca zirytowany Plaisians postanowił pchnąć sprawę do przodu, zgodnie z wytycznymi Filipa. Przedstawił Klemensowi siedemdziesięciu dwóch templariuszy, pragnących według niego świadczyć o znieprawieniu zakonu. Jednocześnie w Poitiers rozpuścił pogłoski "że Filip zamierza ekshumować i spalić kości zmarłego papieża Bonifacego VIII". Sprawa Bonifacego była straszakiem wymierzonym zarówno w Klemensa, jak i w cały Kościół. Nie miejsce tu na jej przedstawianie, dość powiedzieć, że na samo jej wywołanie papież "zachorował z trwogi". Tak więc pomimo, iż strwożony Klemens twierdził, iż tych siedemdziesięciu dwóch templariuszy przesłuchał osobiście, to wiemy, że mówił nieprawdę. Na jego polecenie dokonali tego czterej kardynałowie, z czego trzech to zdecydowani stronnicy króla Filipa. M. Melville zauważa bez ogródek, że gdyby Klemens chciał rzeczywiście wszcząć poważne śledztwo, to "nie mógłby wybrać gorszych zastępców". 5 lipca poszedł na kolejne, wielce przykre, ustępstwa. Przywrócił uprawnienia wielkiemu inkwizytorowi Guillaume de Paris i choć uzależnił jego działania od postawionych przez siebie dwu warunków, to chyba sam już nie wierzył w pomyślny dla zakonu rozwój sytuacji. Pod koniec lipca po raz ostatni zdobył się na jakiś wysiłek na rzecz templariuszy. Zastrzegając, iż osobiście osądzi wielkiego mistrza i dostojników, zażądał sprowadzenia ich do Poitiers. Dla króla nie stanowiło problemu nie dopuszczenie do tego aktu. Pod pozorem zgody na papieskie żądanie wysłano z Paryża konwój więźniów do Klemensa. Jakub de Molay, Hugon de Pairaud, Golfryd de Charnay, Golfryd de Gonneville i Raymbaud de Carond opuścili Paryż z nadzieją w sercach, lecz pod opieką Jana de Jamville, zaufanego sługi króla. Jego zadanie polegało na tym, aby konwój nie dotarł do Poitiers, więc pod pozorem zmęczenia i choroby więźniów, zatrzymano ich w zamku Chinon. Dla Klemensa ta brutalna demonstracja królewskiej siły wystarczyła, aby znów "zachorować z trwogi". Wyczerpany, zalękniony, zadowolił się wysłaniem do Chinon trzech wiadomych kardynałów, polecając im "wysłuchać i udzielić rozgrzeszenia". Do Chinon pospieszyli także obaj legiści, Nogaret i Plaisians, z pewnością mocno dzierżący sprawę w swoich rękach. W ten sposób unicestwiona została ostatnia nadzieja templariuszy oraz jakaś mrzonka miotającego się w ambiwalentnych uczuciach Klemensa. Zanim jeszcze kardynałowie zdali sprawę z wysłuchania dygnitarzy zakonnych, papież miał już gotowy tekst bulli Faciens misericordiam. Ową bullą ustanowił komisję, której zadaniem będzie przygotowanie procesu templariuszy, jako całości, jednostki zakonnej, nie zaś poszczególnych rycerzy z osobna. W tekście bulli Klemens pozostawił jedynie nikły cień wątpliwości, co do zarzucanych templariuszom karygodnych czynów. Datowanie bulli uświadamia nam stan ducha papieża - 12 sierpnia. Kardynałowie do Chinon przybyli 14 sierpnia (!), a sprawozdanie zredagowali 24! W tymże czasie Klemens V nie brał juz pod uwagę możliwości ostatecznego uniewinnienia zakonu, wydał nawet zarządzenie, iż dobra templariuszy zostaną przeznaczone na wyzwolenie Ziemi Świętej. Wiedział już, że Templum zostanie unicestwione.

    Malcolm Barber3 z kolei nie pozostawił papieżowi ani chwili na rozterki. Twierdzi, że Klemens sprzeciwiał się tylko działaniom władzy świeckiej we Francji, które były jawnym naruszeniem prerogatyw papiestwa. Przejmując ponownie sprawę w swoje ręce, zabezpieczyć pragnął jedynie swój osobisty interes. Jego kroki podejmowane latem 1308 roku polegały tylko na spowolnieniu królewskiej akcji, którą widział już jako udaną, której on się nie jest w stanie przeciwstawić. Jeśli sporządził wówczas dokument uniewinniający templariuszy, to miał on prawdopodobnie na celu tylko odsunięcie procesu w czasie. Wszak miał na głowie jeszcze sprawę Bonifacego!

    Regine Pernoud4 upraszcza sprawę potyczek roku 1308. Zwraca tylko uwagę na brak zgody papieża na skazanie templariuszy, którzy oskarżyli się podczas przesłuchań papieskich. Kościół nie zgadzał się na skazanie "pokutujących", zaś "pojednani już z Kościołem" templariusze powinni być uznani za pokutujących grzeszników.

    Martin Bauer5 nie analizuje chronologicznego ciągu wydarzeń po aresztowaniach z 13 października 1307 roku. Stawia jednak kilka pytań odnośnie tekstu bulli Pastoralis praeeminentiae z 22 listopada 1307, kiedy to już wówczas nie ma mowy o niewinności Zakonu, za to jest nakaz aresztowań w całej Europie. "Czyżby Klemens uważał oskarżenia za absurdalne i wydał bullę tylko po to, aby Kościół mógł objąć kontrolę nad procesem templariuszy? Czyżby próbował zabezpieczyć dla Kościoła majątek Zakonu, ponieważ wiedział, że templariusze stoją na z góry straconej pozycji?"

    Są to zasadne pytania i choć nigdy nie poznamy jednoznacznej na nie odpowiedzi, to kompromitacja Klemensa jako głowy Kościoła wydaje się już w tym momencie oczywista. Gra w podchody roku 1308 wygląda zaś na schizofreniczne pląsy ludzi chorych na władzę, gdzie wszystkie chwyty i figury są dozwolone.

    Piers Paul Read6 stara się starannie odsiać mit od fikcji, opierając swe dociekania na najnowszych badaniach historyków. Choć uważa, że Klemensa "niełatwo było zastraszyć lub sprowokować do pośpiesznych działań", to jednak potwierdza, że w bullach papieskich ogłaszanych podczas lata 1308 roku, zwłaszcza w Faciens misericordiam Klemens V potwierdzał głoszoną przez króla wersję wydarzeń. Zapewniał zarazem, że monarcha postąpił tak, jak postąpił, "nie z chciwości", lecz pod wpływem "zapału, należnego ortodoksyjnej wierze i stąpając po wyraźnych śladach swoich przodków". Papież upoważnił wszystkich biskupów do powoływania w diecezjach komisji regionalnych, których zadaniem miało być osądzenie znajdujących się w ich jurysdykcji "heretyckich templariuszy". Śledztwo w sprawie zakonu jako całości miało być prowadzone przez ośmiu papieskich komisarzy, a kardynałowie wysłani do Chinon mieli dygnitarzy z Jakubem de Molay na czele. Po wydaniu tych rozporządzeń Klemens zwołał sobór generalny kościoła, który miał się zebrać w 1310 roku w Vienne.

    Na tle ogólnej sytuacji samego papieża, jak i Kościoła, przypuszczać można, że Klemens V doszedł do wniosku, iż w imię Kościoła musi poświęcić templariuszy. Jestem przekonany, że nie wierzył on w ich winę, bał się jednak bardzo i to nie tylko Filipa. Pod jego silnym naciskiem uciekł się tylko do swej ulubionej taktyki odwlekania decyzji i starał się uciec od Filipa dosłownie. Na obrzeżu Prowansji, w krainie Venaissin, znalazł dla siebie enklawę nad brzegiem Rodanu. Było nią miasto Avinion. W sierpniu 1308 roku oznajmił, że tam właśnie Kuria Papieska przeniesie się z Poitiers.

    Jak widać, u P.P. Reada nie ma miejsca na wahania, a tym bardziej na uniewinnienie templariuszy. Ponownie nasuwa się wniosek, iż dokument (jeśli w ogóle powstał) miał zostać wyciągnięty "z kapelusza" w krytycznym momencie, powodując ogromne zamieszanie i dalszą zwłokę. Pamiętajmy też, że Klemens był poważnie chory i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Może na wypadek swojej nagłej śmierci przygotował templariuszom "ratunek zza grobu"? Obracamy się nieustannie w sferze domysłów i tak już, mam nadzieję, pozostanie. Ileż to literatury powstało na kanwie "sprawy templariuszy", ileż jeszcze powstanie. Czy można dopuścić, aby ten proces zakończył się suchym stwierdzeniem dowiedzionych ponad wszelką wątpliwość faktów? Nie, po stokroć nie!

    Na zakończenie ustosunkuję się jeszcze do treści artykułu, który pojawił się na stronie internetowej www.templariusze.org - "Templariusze. Płomień niewinności. Badania Adriano Forgione". Ów Adriano jest wydawcą bardzo poczytnego we Włoszech czasopisma "Hera" oraz producentem programów dokumentalnych dotyczących sekretów religii starożytnego Egiptu. Na język polski tekst przetłumaczył Grzegorz Kowalski.

    Zawarte już na samym początku artykułu stwierdzenie Forgione, iż de Molay był przywódcą "struktury militarnej zakonu" klasyfikuje tego badacza do ligi fantastów. W domyśle pozostaje ta inna, ukryta przez wieki struktura, z mądrym i przewidującym przywódcą, na pewno nie analfabetą jak Jakub de Molay, realizująca PLAN. Dalej Forgione pisze, że "do dnia dzisiejszego Klemens uważany był za papieża słabego, a jego współodpowiedzialność za upadek Świątyni była niezaprzeczalna". Cóż to znaczy "do dnia dzisiejszego"? A czy coś się zmieniło? Według A. Forgione tak, bowiem pani Barbara Frale odkryła w Tajnych Archiwach Watykanu dokument, który, "jak uważali badacze, zaginął przed wiekami". To znaczy, że go znali, wiedzieli o jego istnieniu! Dokument zawiera ponoć "jedyny dowód przyznania się do winy Jakuba de Molay". Dalej następujący passus: "dokument nie interesował badaczy być może dlatego, że przez wiele lat sądzono, iż znajdował się w zajętym przez Napoleona archiwum papieskim, które w drodze do Paryża zostało okradzione z wielu dokumentów dotyczących procesu templariuszy". Nie wiem, o czym chce nam powiedzieć badacz Forgione, nie widzę tu żadnej logiki; wiadomo było, że dokument istniał, ale sądzono, że ukradł go Napoleon. I co? Dalej Forgione twierdzi, iż ten dokument ujawnia "fakty, których nikt nie byłby w stanie sobie nawet wyobrazić." Ech, ci Włosi! Przecież już po zapoznaniu się z ułamkiem literatury dotyczącej templariuszy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wszystko! Nie wiem, na jakiej podstawie A. Forgione pisze o kardynałach wysłanych do Chinon: "papież powołał specjalną delegację złożoną ze swych trzech najbardziej zaufanych kardynałów (sic!), wśród których znajdował się jego bratanek (?) Beranger Fredol, wybitny kanonista, który nadużycia Inkwizycji znał z własnej obserwacji".

    Pominę parę kolejnych "kwiatków" i przejdę do konkluzji, do której dochodzi Adriano Forgione. Pisze on, cytuję: "Chociaż postępowanie Klemensa V było w opozycji do dominującego nurtu historiografii zakonu Świątyni (?), treść odkrytego dokumentu ukazuje go w nieco bardziej pozytywnym świetle. Również inne materiały historyczne potwierdzają taką opinię, czego dowodzą prace Edith Pazstor i Agostino Paravicini Bagliani, znanych badaczy historii papiestwa, którzy postulują, że przyjęty za prawdziwy obraz Klemensa V jako papieża słabego, zdominowanego przez francuskiego króla, powinien ustąpić na rzecz wizerunku papieża - dyplomaty, kanonisty dysponującego ogromną wiedzą, który potrafił działać rozważnie i w sposób przemyślany w tym jednym z najtrudniejszych dla Kościoła Rzymskokatolickiego okresów historii".

    Pozostając pod wrażeniem pracy Agostino Forgione i nie zmieniając konwencji dołożę krótkie wyjaśnienie całego zamieszania. Zjednoczona Europa pławi się w dobrobycie, poziom wzajemnej tolerancji narodów, wyznań i orientacji osiąga szczyty, w niepamięć idą grzechy, nawet te niewybaczalne. Rozprzestrzenia się moda na wzajemne przepraszanie się wszystkich ze wszystkimi. Przepraszają Niemcy Polaków, Polacy Żydów, Niemcy Anglików i odwrotnie, Włosi z północy przepraszają Włochów z południa i.t.p. Najwyższym zaś osiągnięciem w dziedzinie przeprosin są przeprosiny papieża za Inkwizycję.

    Nadeszła wiekopomna chwila, aby przeprosić templariuszy. Jak to uczynić? Trzeba pani doktor podrzucić "zaginiony dokument", w którym czarno na białym stoi, że są oni niewinni. To nie wszystko. Dokument ten musi całkowicie oczyścić z przylepionego doń błota Klemensa V. Może go nawet kanonizujemy? Templariuszy można już przeprosić, o zrabowane mienie nikt się nie upomni...

    A teraz poważnie. Jak twierdzi dr Barbara Frale, z odkrytego przez nią dokumentu wynika, że papież Klemens V "umiejętnie i wytrwale" realizował własny plan. Miał mu on zapewnić możliwość przesłuchania dygnitarzy zakonu, a w konsekwencji uwolnienia ich z zarzutów. Nie udało mu się tego dokonać. Papież Jan Paweł II wystąpił niedawno do świata islamskiego z prośbą o wybaczenie zbrodni popełnionych w czasie krucjat. Odkrycie tak ważnego dokumentu może naprawdę przyczynić się do złożenia templariuszom przeprosin, ponieważ Kościół będzie musiał zająć stanowisko w tej bulwersującej sprawie.


tekst: Marian Anklewicz


1. Dr Barbara Frale, historyk, pracownik naukowy Watykańskiego Instytutu Paleografii;
2. M.Melville, Dzieje Templariuszy, Warszawa 1991.
3. M.Barber, Templariusze, Warszawa 2000.
4. R.Pernoud, Templariusze, Gdańsk 1996
5. M.Bauer, Templariusze. Mity i rzeczywistość, Wrocław 2003.
6. P.P.Read, Templariusze, Poznań 2004.



   
 
Szlak Templariuszy
kontakt
 
 
3342161
copyright©: autorzy Szlaku Templariuszy
1998-2017
projekt: BeneAkebe